PORADNIA PSYCHOLOGICZNO - PEDAGOGICZNA NR 22
BIP

Emocje – są naszym błogosławieństwem czy przekleństwem?

                   Emocje –  są naszym błogosławieństwem czy przekleństwem?          

                   Czy są nam potrzebne? –  mgr Elżbieta Pytlak, psycholog

 

Będąc rodzicem małego dziecka, czy dziecka w wieku przedszkolnym, z jego intensywnymi emocjami mamy do czynienia na co dzień. Cieszymy się, gdy ono jest radosne, może myślimy sobie: Jestem dobrym ojcem, matką. Przecież szczęście dziecka jest dla mnie najważniejsze. Sprawa się komplikuje, gdy pojawiają się te złe emocje – smutek, złość, lęk. Może myślimy sobie: A przecież tak się staram, tak mi zależy, dla niego, dla niej zrobię wszystko. Często zderzenie dwóch światów – świata dziecka i świata dorosłego prowadzi do konfliktów. Świat dziecka to świat potrzeb, popędów – Właśnie teraz chcę słodycze; Bardzo mi się podoba ten samochód, jak byłoby fajnie, gdybym go miał  i mógł się nim pochwalić w poniedziałek, gdy przynosimy zabawki do przedszkola. Świat rodzica, dorosłego to świat zdrowego rozsądku, świat zasad. Mówimy: Słodycze je się po obiedzie. Jeśli zjesz je teraz, nie będziesz chciał jeść obiadu. Albo odpowiadamy: Nie mam pieniędzy, będzie Gwiazdka, może dostaniesz. Dziecko na taką odpowiedź może zareagować złością, smutkiem, płaczem, kapryszeniem, tupaniem, krzykiem – ile dzieci, tyle różnorodnych reakcji, zachowań. Tego raczej nie lubimy. I co? Czy nadal myślimy o sobie, jako o dobrym rodzicu? Jak pogodzić chcenie dziecka, z argumentami rodzica? Dziecko chce zaspokoić swoje potrzeby tu i teraz, natomiast rodzic chce je wychować. Myśli perspektywicznie – Muszę moją Kasię nauczyć czekania, życie nie polega na zaspokajaniu kaprysów, mam przecież jeszcze Jasia, on też lubi, gdy mu coś kupuję, Kasia musi się nauczyć, że Jaś jest tak samo ważny, jak i ona. Czasami jest nam bardzo przykro, że dziecko jest nieszczęśliwe, sfrustrowane, czasami patrzymy przez pryzmat swojego dzieciństwa – Przecież ten samochód tak dużo nie kosztuje, a tyle radości dzieciak będzie miał, mnie moi rodzice tak rzadko kupowali zabawki, czułem się taki niekochany, nie powtórzę błędów swoich rodziców. Niestety czasami jest tak, że unikając błędów swoich rodziców, popełniamy inne.

Wydaje mi się, że dobrym rozwiązaniem w przytoczonych wyżej sytuacjach konfliktu świata dziecięcego i dorosłych są tzw. wypowiedzi empatyczne. Jest to nazywanie emocji, uczuć aktualnie przeżywanych przez dziecko. Nie zawsze jesteśmy ich pewni, możemy przypuszczać, co dziecko  w danym momencie przeżywa, dlatego ostrożnie jest użyć słowa – wydaje mi się, domyślam się, przypuszczam, rozumiem….. że jesteś bardzo zły, złości cię, że nie chcę dać ci słodyczy; rozumiem, że jest ci smutno, może jesteś zawiedziony, że nie kupię ci dzisiaj samochodu. Taka wypowiedź jest wyrazem naszej troski o dziecko, wyrazem miłości do niego, jest dla nas ważne, co ono przeżywa, nie zostawiamy je same ze swoimi uczuciami, których przeżywanie jest przykre.

Nie zaspokajamy jego aktualnych potrzeb, ale dajemy mu uwagę. Bądźmy z dzieckiem, które przeżywa nieprzyjemne emocje, nie uciekajmy przed tymi emocjami poprzez odwracanie uwagi, nakładanie kar, obiecywanie czegoś innego. Bycie świadkiem złych emocji u dziecka nie jest przyjemne dla dorosłego, pewnie wyzwala różne myśli o nas samych, a jeszcze, gdy jesteśmy obserwowani przez innych…. Ale przeżywanie różnych emocji, tych złych i tych dobrych rozwija dziecko. Nie uchronimy je przed emocjami nieprzyjemnymi, są one wprzęgnięte w egzystencję istoty ludzkiej, a taką jest też dziecko. Możemy natomiast pomóc mu je przeżywać w atmosferze miłości, akceptacji, to naprawdę jest bardzo kojące. Dziecko ma prawo do swoich potrzeb, pragnień, czy nazwijmy to nawet kaprysów, brak ich zaspokojenia jest bardzo frustrujący, ale i rodzic ma swoje powody do niezaspokajania tych potrzeb, to on decyduje, bo z racji swojego wieku, doświadczenia widzi dalej, szerzej. Ostatnio rozmawiałam z mamą, która opowiadała mi, że dziecko uderzyło ją, bo mu czegoś nie pozwoliła. Pytam się ją – Co pani zrobiła, gdy syn panią uderzył? Otrzymałam odpowiedź: A, miał szlaban na bajkę. W tym momencie pomyślałam sobie: Dostał dwie kary, dwa zakazy, został podwójnie poszkodowany. Może, gdyby skoncentrowała się na jego odczuciach wywołanych pierwszym zakazem, pomogła je przeżyć, nie doszłoby do tego dziecięcego aktu agresji na mamie.

Emocje są integralnym elementem psychiki ludzkiej. Tak jesteśmy skonstruowani, czy nam się one podobają, czy nie –  ONE SĄ. Cierpimy, gdy przeżywamy wstyd, smutek, rozczarowanie, napięcie, strach, wściekłość, chcielibyśmy przed nimi uchronić nasze dzieci. Jak wspomniałam wyżej, nazywanie ich u dziecka sprzyja jego rozwojowi, gdyż pozwala mu to (wcześniej lub później) być ich świadomym, a następnie je kontrolować, ale NIE SPYCHAĆ,  NIE ZAPOMINAĆ o nich. Jest większa szansa, że jeśli dziecko jest świadome tego, że przeżywa złość, to nie stanie się ona motorem agresywnego zachowania, niż w sytuacji, gdy tej złości, gniewu nie zauważy. Jest większe ryzyko agresji, gdy nie ma refleksji, która może pełnić rolę blokady, w przeciwnym wypadku emocja wyleje się w postaci niewłaściwego zachowania. Oczywiście uczenie dziecka kontroli nad emocjami jest procesem trwającym w czasie, na efekty musimy poczekać. Ale proszę pamiętać - kontrolować emocje to znaczy uznać je, że są w tym momencie i to ode mnie zależy, do jakiego działania mnie popchną, a nie zaprzeczanie im, nie pozwalanie na ich przeżywanie.

Innym, pozytywnym aspektem nazywania emocji jest to, że są one zauważane, a więc doceniane - dostrzegana jest tym samym istotna część naszej osoby, czy osoby dziecka. Daje to nam, dziecku poczucie, że jestem wartościowy, warty zauważenia. Ponadto emocje są tym, co nas odróżnia od innych, decyduje o naszej indywidualności, tę samą emocję każdy przeżywa inaczej.

Jeśli dziecko uczy się nazywać, rozpoznawać swoje emocje nabywa wtedy umiejętność odróżniania swoich emocji od emocji innej osoby, np. mamy, taty. Nie nasiąka nimi jak gąbka, staje się silniejsze, jakby odporniejsze na przeżycia bliskich. Nie należy tego rozumieć, że jest mniej empatyczne, mniej rozumiejące emocje innych. Oddziela swoje emocje od emocji innych. Rodzina jest miejscem, do którego przynosimy przeżycia codziennego dnia – osobiste, zawodowe, nasz odbiór tego, co dzieje się w naszym społecznym otoczeniu. Gdyby dziecko bez selekcji wchłaniało różne  emocje  poszczególnych członków rodziny, np. zmartwienie mamy, że ma niespodziewany wydatek, trudności firmy, w której pracuje tata, stres brata przed klasówką z matematyki miałoby cały wór trosk.                   

Wyobraźmy sobie dziecko, które nie przejawia emocji. Spokój, delikatny uśmiech rysujący się na twarzy, zadowolenie. O nic nie prosi, bierze to, co mu się daje, nie sprzeciwia się, gdy inne dziecko mu zabiera zabawkę, ustępuje,  gdy wpycha się ktoś inny, nie zmienia wyrazu twarzy na wiadomość, że właśnie dzisiaj w nocy zdechł jego chomik, nie przejawia radości na wieść, że dzisiaj pójdzie na lody. Czy takie dziecko nie wzbudzałoby niepokoju rodziców? Czy nie rodzi obawy, że pozwoli się skrzywdzić? Czy nie przydałoby mu się trochę złości, aby zadbać o siebie, o swoje potrzeby? Nie chodzi mi oto, aby od razu walczyć o swoje, ale aby wyczuwać u siebie to powolne narastanie złości, która jest sygnałem, że coś tu się dzieje złego. Człowiek, który ma kontakt ze swoim wnętrzem, odbiera sygnał, że coś nie jest OK. Złość może być sygnałem niosącym informację, że dzieje się coś złego (dla mnie, dla otoczenia). Jako sygnał pobudza nas do działania, np. złościmy się na człowieka, który kopie psa lub klienta, który wpycha się przed nami w kolejce w sklepie. Dopiero może później pojawić się refleksja, że stajemy dzięki złości w obronie pewnych wartości, zasad. ZŁOŚĆ NIE RÓWNA SIĘ AGRESJI. AGRESJA TO ZACHOWANIE, ZŁOŚĆ TO EMOCJA, JEST WEWNĄTRZ, MOŻE, ALE NIE MUSI POBUDZIĆ DO AGRESJI. Dopóki jest wewnątrz, my decydujemy, jak ją wykorzystamy. Ale najpierw musimy być jej świadomi. Nie nauczymy dziecka zauważać istniejącej w nim złości i kontrolowania jej, jeśli zabronimy mu ją przeżywać. Zanim się zorientujemy, pojawi się agresja. A lęk, strach?                 

Co myślimy o człowieku, który go przeżywa? Jest jakaś małość, słabość, poniżenie w takiej osobie. Sami niechętnie się przyznajemy przed innymi do tej emocji. Strach człowieka pierwotnego chronił go przed niebezpieczeństwem z otoczenia, groźnym zwierzęciem, porażeniem piorunem. Współcześnie strach też może ostrzegać nas przed niebezpieczeństwem, np. przyśpieszamy, gdy idąc w nocy pustą ulicą, słyszymy kroki za nami. Zaakceptujmy strach, lęk dziecka, a następnie wyposażmy je w umiejętności, które zmniejszą ryzyko niebezpieczeństwa, np. jeśli boi się jakiegoś kolegi  w przedszkolu opracujmy z nim zestaw pomysłów, strategii radzenia sobie w sytuacji kontaktu z takim kolegą. Czasami dobrze się czujemy, gdy ktoś znajomy przyzna się, że też w pewnych sytuacjach czegoś się boi. Myślimy - Och, nie jestem taki najgorszy, inni też podobnie odczuwają.  A smutek ? Smutek danej osoby dotyka stojącego obok obserwatora. Odczuwa on dyskomfort na widok smutnej osoby, tak samo rodzic obserwujący swoje dziecko przeżywające smutek. Ale może dzięki temu smutkowi dziecko w przyszłości nauczy się rozumieć innych przeżywających to uczucie, tę emocję. Emocje są bowiem narzędziem, jakby wspólnym językiem, dzięki  któremu rozumiemy się, by na bazie tego rozumienia zbudować związek  z drugim człowiekiem.

                                 

 

 Literatura:

- Ross Campbell  Sztuka zrozumienia,

- Thomas Gordon Wychowanie bez porażek

- Irena Namysłowska Terapia rodzin

- Paul M. Rosen Mówienie, słuchanie, kontakt…z dziećmi



Serwkom Sp. z o.o.